Od pewnego czasu żyję w podwójnej rzeczywistości, a w zasadzie chyba w jednej żyję, ale podwójnie ją rozumiem i odbieram.
Pierwsza rzeczywistość to ta zwykła, codzienna. Polega na tym, jak zwykle o rzeczywistości myślimy. To znaczy: jestem wkręcony w różne sprawy, przeżywam wzloty i upadki, radości i smutki, ogólnie zanurzony jestem w tym co się dzieje. Zanurzony, że nic poza tym nie widać więcej. Ktoś mnie obraża, ktoś inny wychwala, a mnie to się albo podoba albo nie. Mam pragnienia, cele, plany, zamierzenia, które staram się realizować z różnym powodzeniem. W tej rzeczywistości cierpię, boję, się śmierci, odczuwam boleśnie bezsens życia. Starzenie się, coraz bardziej widoczne, przyprawia o bezsenność. Kłopoty w pracy czy w domu wytrącają z równowagi. Czasem brakuje pieniędzy, wtedy jest słabo. Czasem pieniędzy mam za dużo, że nie wiem co z nimi robić i chętnie bym komuś dał. No miotam się. Staram się żyć sensownie i ładnie. Nie zawsze wychodzi rzecz jasna. Częściej nie wychodzi, ale staram się. W tej rzeczywistości mogę być dojrzały, mogę odnosić sukcesy, cieszyć się, płakać, żyć jakimś życiem, np. życiem sensownym i ciekawym. Czy cokolwiek takiego.
W drugiej rzeczywistości sprawy się mają zgoła odmiennie. Tu się nie dzieje za wiele. Jakby film się oglądało, a na filmie jak na filmie się dzieje, ale nie dotyczy to mnie, Obserwatora tego filmu. Wzloty i upadki nie są moje, więc nie ma czym się podniecać. radości i płacz też nie mój, tylko aktorów, więc spokojniej trochę do zdarzeń można podejść. Ewentualnie towarzyszy temu oglądaniu zdarzeń na ekranie, towarzyszy temu zadziwienie - jak to się wszystko układa. Jak jakaś siłą życia, jakaś niewysłowiona, nie do wyobrażenia siła, jak się przejawia, jak sobie w sobie przez siebie - jak ta siła płynie. Kompletnie nie ma sensu zadawać pytań i zabiegać o dobre lub niedobre życie, zabiegać o sukcesy, unikać porażek. W ogóle nie ma dobra i zła, jest tylko dzianie się. Z tego powodu zdarzenia nie mają na mnie wpływu, bo i mnie nie ma.
0 komentarze:
Prześlij komentarz