piątek, 7 stycznia 2011

Dziś mam dzień całkowitego relatywizmu moralnego

A rzeczony relatywizm polega na tym, że nie ma uczynków dobrych lub złych. Co ma jedną zasadniczą konsekwencję - nie da rady marnować czasu, nie da rady marnować życia. Nie da rady tego zrobić ponieważ, nie można lepiej wykorzystać czasu jaki jest mi dany, bo samo pojęcie "lepszego wykorzystania" czasu jest nieprawdziwe. Jako się rzekło: nie ma uczynków dobrych lub złych.

A dlaczego tak jest? Parę argumentów, co mi się akurat nawinęły pod rękę:

1. Nie uczynków dobrych lub złych ponieważ to samo zdarzenie może mieć różne konsekwencje jeśli ujrzymy je z różnych perspektyw czasowych. Znaczy, że coś co dziś wydaje mi się dobre, za lat dwanaście może okazać się całkowicie złe, albo obojętne, albo nijakie. Albo w ogóle się rozpuścić w pustce.
2. W zależności od sytuacji, ta sama rzecz może być chwilowo (patrz pkt 1) dobra lub zła.
3. Znaczy więc, że jedyną rzeczą, która określa "moralność" działania jest stan świadomości podmiotu, który dany uczynek wykonuje. Sam w sobie uczynek jest obojętny. Po prostu jest i tyle. I już. Można więc tu doszukiwać się wyższości budowania świątyni nad kradzeniem ze sklepu. Ale tak czy siak wziąwszy pod uwagę punkty 1 i 2 nawet kradzenie może być OK. A na pewno będzie OK, jeśli robione w odpowiednim, nieegoistycznym, oświeconym stanie.

Jeśli jednak i to wszystko, te wszystkie argumenty zawiodą, a z pewnością zawiodą, to i tak, z całą mocą podkreślam, nie da rady zmarnować czasu. Co oznacza, że oglądanie telewizji jest w porządku. Tyle, że nudne to jak flaki z olejem.

0 komentarze:

Prześlij komentarz